MENU

Slow wedding, czyli Ślub Julii i Filipa w plenerze

Prawdziwy slow wedding Julii i Filipa

Zastanawiacie się jak zorganizować ślub i wesele w plenerze? Zobaczcie, jak zrobili to Julia z Filipem.

Właśnie tak wymarzyli sobie ten dzień. Nad jeziorem Turwaskim w otoczeniu lasów sosnowych, w gronie najbliższych przyjaciół i rodziny. Bez pośpiechu i niepotrzebnych nerwów. Całkowicie w nurcie slow wedding. 

Znajomi pojawili się na miejscu kilka dni wcześniej, by pomóc w przygotowaniach. W dniu ślubu wszędzie widać było pomocne dłonie przyjaciół. Sami przygotowali rustykalne dodatki, bukiety przywiozła siostra Pani Młodej, stoły ustawili na świeżym powietrzu, krzesełka ozdobili tylko listkami paproci. W miejscu ceremonii ślubnej stanęła makrama (którą Państwo Młodzi wypożyczyli ode mnie :) . 

Ciepłe czerwcowe słońce co chwila chowało się w koronach wysokich sosen. Planowaliśmy, by first look odbył się nad jeziorem, jednak udało się nam znaleźć ustronny zakątek niedaleko miejsca ceremonii. Chwila, kiedy Młoda Para zobaczyła się pierwszy raz w całej okazałości, była tylko dla nich. Nie obeszło się bez łez szczęścia. Ten niepowtarzalny moment zawsze jest pełen emocji.

Ślub cywilny w plenerze

Julia z Filipem przypieczętowali swoją miłość przed Panią urzędnik z USC z Opola. Niedaleko miejsca biesiady zebrali się wszyscy zaproszeni goście, by cieszyć się tą chwilą wspólnie z młodymi.
Decyzja, by spędzić życie z drugą osobą zawsze wzbudza w nas ukryte emocje. U Julii i Filipa również popłynęły łzy radości.


Wesele pod gołym niebem.

Po ceremonii zaślubin, goście zasiedli do stołów biesiadnych. Profesjonalnym cateringiem zajęła się firma Marciniak, która świetnie obsłużyła gości weselnych. Bufet w formie grilla idealnie sprawdził się na przyjęciu w takim kształcie.


W końcu zaczęła się zabawa na parkiecie pod gołym niebem, przy akompaniamencie świetnego DJ Maćka ze Światło plus Dźwięk, który idealnie dopasował repertuar muzyczny do klimatu wesele i gustów gości. Musicie zobaczyć wieczorny klimat całej imprezy. Dzika zabawa na parkiecie oświetlonym jedynie łańcuchami żarówek - nieziemski klimat. 

W przerwie zabawy jedna z koleżanek zaskoczyła wszystkich niespodzianką. Niezwykłe wykonanie utworu Kayah “Kiedyś byłam różą" zrobiła na nas wielkie wrażenie (do dziś czasem nucę tę piosenkę pod nosem - moje klimaty). 

Takie właśnie są wesela w stylu slow - dopasowane do gustu Państwa Młodych, bez powielania tradycyjnych schematów.
Podczas całego dnia dało się odczuć niecodzienny klimat. Luźne rozmowy gości, dzieci biegające swobodnie po polanie (nie wiem gdzie, ale znalazły nawet jagódki prosto z krzaczka). Część gości się bawiła, inna - biesiadowała przy stołach. Bez pośpiechu i na pełnym luzie.

Po naszym wcześniejszym spotkaniu na zimowej sesji narzeczńskiej wiedziałam, że ich wesele to będzie petarda! Państwa Młodych nie krępował mój aparat, dlatego mini plener nad Jeziorem Turawskim, na który wyszliśmy w ciągu dnia, wyszedł obłędnie. Mieliśmy tylko kilka chwil przed zachodem słońca, ale to wystarczyło, by uchwycić cudowne portrety do rodzinnego albumu.

Sami zobaczcie to wyjątkowe wesele w plenerze, z tańcami pod gołym niebem, toastami w świetle księżyca i świec. 

 

Zapytaj o zdjęcia

Imię

e-mail

Wiadomość

Jeśli chcesz zrealizować inną sesję, napisz lub zadzwoń

kontakt@pudelkowspomnien.pl
+48 694 551 647